Jest lipiec 2017 roku. Przybyliśmy z dzieciakami i zaprzyjaźnioną rodziną na wczasy, w okolicę Jastrzębiej Góry. Meldujemy się, odbieramy domek, rozkładamy manaty i pierwsze koty za płoty… Zaczynamy urlop. Tylko dlaczego coś nie daje mi spokoju… Patrzę na żonę i widzę, że ona też nieswoja. Cóż, miejscu, w którym się znaleźliśmy, nie można zbyt wiele zarzucić. Wybrali je nasi znajomi, z którymi chcieliśmy spędzić wspólne wakacje. Bardzo się lubimy a ich i nasze dzieciaki przyjaźnią się ze sobą.

Nadeszła noc. Śpimy… Nagle, o 4 nad ranem, zrywam się zlany zimnym potem, po czym z mojego gardła wyrywa się przez zęby  świszczący krzyk:

„Brrrz… żżżży… szrzyyy… Brzozyyy!”

Żeby wyjaśnić powyższą sytuację, muszę wrócić ze wspomnieniami do samego początku.

Odkąd pamiętam, od wieku 3-4 lat rodzice zabierali mnie w wakacje nad Morze Bałtyckie, jak wielu rówieśników z mojego pokolenia. Wczasy nad Bałtykiem były w latach 70 i 80 naturalnym i jedynym sposobem na spędzenie „elitarnych” wakacji. Innego sposobu na spędzenie wyjątkowego urlopu nie było, bo granice kraju były zamknięte na atrakcyjne kierunki.

Swoją drogą, do dziś bardzo miło wspominam rodzinne pobyty nad Bałtykiem, czy to na prywatnych kwaterach w Kołobrzegu, czy w ośrodku wczasowym w Starym Borku, z niezapomnianą zupą mleczną na śniadanie i wspólną Telewizornią dla wszystkich wczasowiczów…

Ostatnie „dziecięce” wakacje nad polskim morzem spędziłem w 1985 roku i od tego czasu minęło 2,5 dekady do wielkiego powrotu, a powodem były… moje własne dzieci, z którymi postanowiliśmy spędzić wakacje nad Bałtykiem. Zwołaliśmy z żoną naradę, której główne pytanie brzmiało:

Świetnie, jedziemy, ale dokąd?

Każde z nas miało własne wspomnienia znad morza, własne preferencje, i sami nie wiedzieliśmy, który kierunek obrać. Zaczęliśmy więc testować. Kilka wyjazdów musiało minąć, zanim ogarnęliśmy aktualną mapę polskiego wybrzeża i wyrobiliśmy sobie zdanie na temat miejsc wartych odwiedzenia i tych, których należy unikać…

Po 7 latach badania polskiego morza stwierdzamy, że dobra aura do rodzinnego wczasowania zaczyna się od Władka i ciągnie się w lewo, czyli na  zachód. Odwrotny kierunek odradzamy. Sprawdziliśmy to wielokrotnie, od „horroru śmieciowego” w Krynicy Morskiej, czy też w pewnej mało miłej piekarni w Jastarni, gdzie o 6:30 rano buc z obsługi odmówił sprzedaży bułki naszemu głodnemu dziecku, „bo nie”. Cóż, może miał ważniejsze rzeczy na głowie. Wyszliśmy z płaczącym dzieckiem, nic nie rozumiejąc z tego, co się stało.

Widocznie w tym miejscu za życzliwość wobec drugiego człowieka trzeba dodatkowo zapłacić…

Jest jednak inna kraina, gdzie gospodarze są mili z natury. Kraina, w której wydziarany Prezes Jakub o groźnym wyglądzie lecz gołębim sercu dba o wczasowiczów, jak o własne dzieci, a Ciocia Olga sokolim wzrokiem skanuje o poranku chłopaków i segreguje tych grzecznych od tych niegrzecznych:

„OOO! Widzę, że spożywany był wczoraj alkohol!” 😠

Stanąłem jak wryty… Ciocia Olga świdruje mnie wzrokiem i patrzy na reklamówkę z pustymi puszkami po piwie, niesionymi do utylizacji… Bać się, czy uciekać?

„To BARDZO DOBRZE! BAAARDZO DOBRZE!” 😃

… ripostuje Ciocia Olga.

I jak tu nie kochać tych ludzi?

„Pod Brzozami” to Pole Namiotowo – Kempingowe w Ustroniu Morskim. Oprócz pola namiotowego jest tam również pensjonat z pokojami hotelowymi, gdzie bywamy od 4 lat. Są też inne atrakcje, jak GRAJKOWO, czyli Osada Domków Holenderskich, ale o tym za chwilę.

Miejsce z duszą. Polecił je nam w 2014 roku dobry znajomy. Za jego radą przybyliśmy, zobaczyliśmy i zwyciężyliśmy! Pamiętam nasz pierwszy przyjazd. Mając świeżo w pamięci niemiłe wspomnienia z tej „warszawskiej” strony wybrzeża, oczekiwaliśmy podświadomie kolejnego rozczarowania. Nie nadeszło.

Prezes ośrodka był zawczasu poinformowany o naszym wcześniejszym przybyciu z dwójką małych dzieci. Nie było żadnych problemów z wcześniejszym zaparkowaniem, skorzystaniem z kuchni do odgrzania zupy dla małego, jednym słowem: POZYTYWNOŚĆ! Prezesi innych firm mogliby nauczyć się od Prezesa Jakuba Zustronia zaiste wielu wartościowych rzeczy.

Ponieważ mieliśmy jeszcze dużą chwilę do zakwaterowania, poszliśmy „w miasto”, czyli na plażę, odległą raptem o 200 metrów od ośrodka…

To jest jeden z moich najbardziej ulubionych obrazów: przywitanie morza w Ustroniu.

Po latach nieobecności, w końcu mogę pokazać Morze Bałtyckie moim synom:

Ustronie Morskie jest niewielką mieściną, a w zasadzie wsią. Internetowe źródła podają, że „wieś letniskowa Ustronie Morskie (z niem. Henkenhagen – sorry za wtrącenie, nawyk germanisty 😉) jest miejscowością położoną nad Zatoką Pomorską, na Wybrzeżu Słowińskim, pomiędzy Kołobrzegiem a Koszalinem. Według danych urzędu gminy ilość mieszkańców w 2005 roku wynosiła  2018 sztuk.”

Wychodzimy z plaży i nagle widzę… moje marzenie:

Szklane domy! Czy może być lepsze miejsce do tworzenia? Malowania, pisania, grania?

Wyobraź sobie szklane ściany, zwrócone ku morzu… Jak byś się czuł, jak byś się czuła, mogąc oglądać przez nie żywioł morza w wielu jego odsłonach: świetliste poranki, sztormowe bryzy, zachody słońca? Ja już na samą myśl o tym dostaję twórczego ślinotoku…

Kiedyś kupię sobie taką szklaną chatkę z widokiem na morze…

Poniżej kilka dodatkowych fotek tych urokliwych apartamentów:

BTW: niektóre z poniższych zdjęć są ruchomymi pokazami slajdów, które zmieniają się automatycznie. Żeby ręcznie przesuwać slajdy, używaj wskaźników < > na bokach obrazka. 👈 👉

Wróćmy jednak Pod Brzozy!

Od 2014 roku byliśmy tu już cztery razy. W sezonie 2017, jak wspomniałem w opisie koszmaru sennego powyżej, pojechaliśmy ze znajomymi w inne miejsce i mimo, że nie było ono złe, na każdym kroku porównywaliśmy je z „Brzozami”. Na porządku dziennym były małżeńskie dywagacje typu:

😁

ONA: „Popatrz, nawet w łazience nie potrafią dać normalnych haczyków na ręczniki, tylko jakieś kuleczki! Jak ta szmata ma się na nich utrzymać? W „Brzozach” to mają haczyki!”

ON: „No! A tak w ogóle to poczucia humoru nie mają tutaj jakoś! I trawa tutaj jakaś jest inna, niż tam!”

😁

Cóż więc było czynić? Po powrocie do domu pozostała nam jedyna i ostateczna rzecz: telefon do Prezesa!

Postanowiliśmy zrobić coś nietypowego: pojechać w sierpniu po raz drugi nad morze, pod Brzozy! Tylko, czy będą jeszcze wolne miejsca? Zwykle rezerwowaliśmy pobyt w kwietniu, czasem nawet już w marcu. Od biedy pozostaje nam namiot, który kupiliśmy chłopakom na Dzień Dziecka i łono natury w cieniu Brzóz…

Prezes Jakub przyjął naszą skruchę ze zrozumieniem. Okazało się nawet, że darmowy weekend w Pensjonacie, który wygraliśmy w ubiegłym roku za poniższe szalone zdjęcie Pod Brzozami:

… a którego ważność już przepadła, został nam przez prezesa reaktywowany! Chwała Prezesowi! 😁😁😁

Tak więc spędziliśmy po raz czwarty cały tydzień Pod Brzozami, częściowo pod namiotem, częściowo w pensjonacie.

Oto fotorelacja: Pod Brzozami, Sezon IV!

Wjazd do Brzóz:

[Weźcie tylko pod uwagę to, że w roku 2018 niektóre atrakcje mogą ulec zmianie!]

Od czego zaczniemy? Od rozbicia namiotu, oczywiście! 😃

Na Polu Namiotowym są i lepsi agenci:

A to ciekawostka! Tuż za polem Prezes Jakub prowadzi Osadę Domków Holenderskich GRAJKOWO!

Ciekawy model biznesu. Z tego, co udało mi się dowiedzieć, można sobie tu postawić domek holenderski i wracać do niego, kiedy wola, a Prezes Jakub za rozsądną opłatą dzierżawi teren i dba o domki poza sezonem. Zacne!

Jedną z misji Brzóz jest stworzenie, szczególnie dla rodzin z dziećmi, odpowiednich warunków do wypoczynku i zabawy. Zakazane jest zakłócanie innym spokoju (podobno był tu kiedyś taki incydent, kiedy to grupa niesfornej młodzieży lekce sobie tę zasadę ważyła i już w dniu następnym, po głośnej imprezie, otrzymali natychmiastowy zwrot kosztów pobytu i musieli niezwłocznie opuścić obiekt).

Co więc mamy dla dzieci? Oprócz mini placu zabaw przy pensjonacie, jest trampolina (na której wisiał kiedyś Regulamin, a w nim – cytuję z pamięci – mój ulubiony zapis: „Nawet po jednym piwie nie wchodzimy do trampoliny. Nie i już!” ), piłkarzyki, no i jest BRZOZÓWKA!

BRZOZÓWKA to osobny obiekt dla dzieci, gdzie jest dużo zabawek, i gdzie wyświetlane są cowieczorne seanse filmów dla dzieci. Rodzice mogą sobie w tym czasie nieco odetchnąć. 😍😍😍

W BRZOZÓWCE szczególnie urzekają nowoczesne sanitariaty, w których można nawet zrobić sobie w lustrze selfika:

Nic nie jest groźne namiotowcom! Jak jest prąd, jest wszystko, co potrzeba! Wciągu dnia praca wre, w nocy robi się nastroik.

Pensjonat Brzozowy dysponuje kilkoma przyzwoitymi pokojami, mieszkaniec każdego pokoju ma do dyspozycji własne miejsce parkingowe, którego numer odpowiada numerowi pokoju.

🅿 Ordnung muss sein! 🅿 😉

Poza tym, życzliwi ludzie oferują strudzonym rodzicom gorącą kawę i zimne piwo, a dzieciom włoskie lody w mini-ogródeczku tuż obok.

Rybka! Byłbym o niej zapomniał a bez dobrej rybki nie ma udanych wczasów nad morzem!

Otóż, w sezonie 2017 naprzeciw pensjonatu funkcjonowała świetna tawerna z jeszcze świetniejszą rybką! Właściciel tawerny odgrażał się, że w sezonie 2018 może go tam nie być, lecz któż wie? Może ten artykuł przekona Sebastiana i Julę do powrotu, hm?

… bo rybkę macie najprzedniejszą na całym wybrzeżu! 😋😋😋

Pożegnanie z morzem.

Jak każda historia, tak i ta ma swój kres. Pora pożegnać się z Brzozami, pora pożegnać się z Bałtykiem! Oto ostatnie chwile z plażą w Ustroniu Morskim…

Żegnamy Brzozy! 😭😭😭

Ani to nasz pierwszy, ani ostatni pobyt tutaj. Trzymamy kciuki za cały Team Brzozowy!

Czego żałujemy, to tego, że nie udało się nam cyknąć wspólnej fotki z Prezesem Jakubem i z Ciocią Olgą.

W zamian pozostawiliśmy dla Was coś specjalnego w pokoju… 💓

Staropomorska Mądrość mówi:

„Jak odpocząć, to nad morzem,

jak nad morze, to nad Bałtyk,

jak nad Bałtyk, to do Ustronia,

a jak do Ustronia, to pod Brzozy!”

A oto LINK do strony BRZÓZ.

%

PRACA

  • WiFi +
  • cisza +
  • klimat +

%

PENSJONAT

  • TV +
  • kuchnia +
  • mała lodówka –

%

NAMIOTY

  • brzozy +
  • prąd +
  • cena +

%

INNE

  • Prezes +
  • Olga +
  • Humor +
  • OCENA KOŃCOWA: 98%

Aż żal, że nie mam okazji bywać tu służbowo…

Do zobaczenia w trasie!